Reportaż: Wielka Krokiew popada w ruinę

0

Piątkowa decyzja włodarzy Tatrzańskiego Związku Narciarskiego o odwołaniu konkursu Letniego Grand Prix w Zakopanem, ze względu na brak homologacji dla Wielkiej Krokwi, wywołała ogromne emocje w polskim środowisku skoków narciarskich. Wielu z naszych reprezentantów bądź szkoleniowców starało się ukryć swoje emocje w tej sprawie, ale wszyscy wydają się być jednogłośni – to jest skandal, że musiały zostać podjęte takie kroki. To miał być wielki powrót „stolicy Tatr” na mapę zmagań najważniejszego cyklu letniego w światowych skokach narciarskich. To właśnie na zakopiańskim igelicie trzykrotnie wygrywał Adam Małysz, ku uciesze dziesiątek tysięcy fanów zgromadzonych wokół Wielkiej Krokwi. Ostatnie zawody LGP w Zakopanem odbyły się cztery lata temu i wszystko wskazuje na to, że zarówno zawody, jak i jakiekolwiek treningi, na Krokwi na razie nie będą miały miejsca. A wszystko przez ogromne zaniedbania co do stanu obiektu, który był wizytówką zarówno Zakopanego oraz naszych skoków narciarskich. To Wielka Krokiew była „Mekką polskich skoków”, to na tej skoczni Adam Małysz, a potem Kamil Stoch, uszczęśliwiali miliony Polaków. Teraz miejsce chwały naszych skoczków w „zimowej stolicy Polski” zaczyna się zmieniać w jedną wielką ruinę.

Pierwsza Wielka Krokiew powstała jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym – jej otwarcie nastąpiło w marcu 1925 roku. Od tamtej pory kilkanaście razy doszło do gruntownych modernizacji skoczni lub mniejszych modyfikacji obiektu – czy to ze względu na międzynarodowe imprezy, które miały się odbywać w Zakopanem, czy po prostu pod groźbą utraty homologacji FIS. Ostatnia poważna przebudowa Wielkiej Krokwi miała miejsce… 14 lat temu – wtedy też skocznia zwiększyła się, uzyskała nowy punkt konstrukcyjny, a jej kształt obowiązuje do dzisiaj. Prace budowlane były konieczne ze względu na… utratę homologacji od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej oraz na zaplanowaną w 2001 roku Zimową Uniwersjadę. Jak widać, pod presją wyższych władz i czasu lepiej się myśli i pracuje. Od tamtej pory jedynymi pracami poprawkowymi na Wielkiej Krokwi były igelit, platforma widokowa oraz wyciąg krzesełkowy. Oczywiście, elementy dla skoczni ważne, ale czy ktoś w ciągu 14 lat nie był w stanie pomyśleć o konieczności lekkiej modernizacji wysłużonej skoczni?

Teraz efekty bezczynności właścicieli obiektu są doskonale widoczne przez jej użytkowników, skoczków. Choć gołym okiem patrzymy na skocznię, to ciężko dostrzec jakiekolwiek mankamenty co do stanu Wielkiej Krokwi, jednakże prawda jest zupełnie inna. Powoli niszczeje rozbieg, zaczyna na nim pojawiać się trawa, gniją także bandy. Dużo problemów jest także z samym profilem skoczni, który musi zostać przystosowany do wymagań FIS, aby zakopiański obiekt otrzymał homologację na najbliższe lata.

Ze strony środowiska skoczków, trenerów i ekspertów już od dawna były głoszone apele o modernizację zakopiańskiej skoczni. Najbardziej proroczym znakiem od naszych skoczków była opinia na temat Wielkiej Krokwi ze strony Kamila Stocha po wygranym konkursie PŚ w Zakopanem w styczniu tego roku: „Wielkiej Krokwi potrzeba modernizacji. Głownie chodzi o rozbieg. Ktoś musi zadbać o ten obiekt. Jeśli nie będzie opieki, to za kilka lat nie będzie PŚ w Zakopanem. Potrzeba kogoś, kto będzie dbał o całą skocznię. Żeby chociaż ktoś od czasu do czasu pomalował bandy, aby nie gniły. Albo żeby trawa nie rosła na rozbiegu. To są drobne sprawy, ale jak przyjeżdża się na treningi to widać, że coś jest zaniedbane. Wiem, że to jest przykre, ale muszę to powiedzieć.”

Stochowi wtóruje z uwagami co do skoczni reprezentacyjny kolega Maciej Kot, który jest szczerze zdziwiony, że Zakopanemu przyznano organizację konkursu Letniego Grand Prix, mimo fatalnego stanu Wielkiej Krokwi. I do tego rozpoczęto cały proces sprzedaży biletów, akredytacji mediów oraz przygotowywanie dodatkowych imprez okolicznościowych. Członek kadry B naszej reprezentacji skupił przede wszystkim swoją uwagę na stan obiektu: „Trzeba coś zrobić z tą skocznią, aby w przyszłości takie wpadki się nie zdarzały. W tej chwili nawet zimowy Puchar Świata jest zagrożony, a nie wyobrażam sobie kalendarza tego cyklu bez startu w Zakopanem. Zapewne tak samo myślą inni zawodnicy, nawet z zagranicy. Podczas naszych treningów widziałem trwające na Wielkiej Krokwi prace, jednak były to kosmetyczne poprawki, które nie wpłynęły na najważniejsze elementy skoczni takie jak tory najazdowe czy zeskok. Do zimy jest jeszcze czas, ale trzeba szybko podjąć decyzję, co robić, aby zimowy PŚ doszedł do skutku.”

Przytoczone wcześniej słowa naszego Mistrza Olimpijskiego teraz stały się rzeczywistością – co prawda, jeszcze Pucharu Świata w Zakopanem nie odwołano, ale wszystko idzie w „dobrym” kierunku. Jeśli szefowie TZN, COS, miasta, PZN, Ministerstwa Sportu (brakuje to jeszcze ONZ i NATO) nie dogadają się w sprawie natychmiastowego rozpoczęcia przebudowy Wielkiej Krokwi i jej sfinansowania, to przyszłoroczny Puchar Świata na Podhalu staje pod znakiem zapytania. Do niedawna jeszcze nikt nie mógł sobie wyobrazić sytuacji, jakoby w Zakopanem nie było Pucharu Świata. A wraz z tym najlepszych skoczków globu, niezapomnianych sportowych emocji, świetnych występów zawodników polskich i w końcu tysięcy wiernych kibiców, którzy dodają temu miejscu niezapomnianego klimatu. I czyżby w nowym sezonie zimowym „Biało-Czerwonej Krainy Czarów” pod Wielką Krokwią miałoby nie być? Pozostaje nic innego jak posprzątać cały bałagan we wszystkich władzach i doprowadzić tatrzańską ruinę do stanu godnej używalności.


  • Źródło: Własne / worldcup-zakopane.pl / eurosport.onet.pl

Dodaj komentarz w połączeniu z profilem na Facebooku