Koledzy z Eurosportu o Bogdanie Chruścickim

0
211

W ostatni piątek cały kraj obiegła smutna wiadomość o śmierci Bogdana Chruścickiego – znanego dziennikarza sportowego, związanego przede wszystkim z Eurosportem. Ostatnie dni życia spędził w szpitalu w śpiączce farmakologicznej. Polskim widzom znany był głównie jako komentator sportów zimowych – zwłaszcza skoków i biegów narciarskich. A jak wspominają zmarłego znajomi i przyjaciele z redakcji?

Niektórych z nich Bogdan Chruścicki poznał jeszcze przed rozpoczęciem pracy w Eurosporcie. Taką osobą jest na przykład były dyrektor produkcyjny tej stacji, Witold Domański: „Poznaliśmy się jeszcze za czasów jego radiowej działalności. Ja działałem jako dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, a on Polskiego Radia. Spotykaliśmy się na przeróżnych imprezach. Kiedy w gazecie objąłem sporty zimowe, widywaliśmy się jeszcze częściej” – opowiada.

Domański podkreśla przede wszystkim wszechstronność zmarłego kolegi: „Gdy zaistniał Eurosport, „Dyzio” był, można powiedzieć, człowiekiem wielowątkowym. Znał się na bardzo wielu dyscyplinach. Gdy rozpoczęła się pełna ramówka w języku polskim, to było mnóstwo rzeczy, które pojawiały się na antenie od czasu do czasu. Wtedy Bogdana zawsze można było „wykorzystać”. Komentował nie tylko skoki czy biegi narciarskie, ale takie dyscypliny jak judo, szermierka, sumo. Był naprawdę bardzo przydatny komentatorsko. Przede wszystkim był człowiekiem niezwykle oddanym temu, co robił. Nie było możliwości, żeby zawiódł czy nie przyszedł na komentarz. To nie wchodziło w grę. W pracy tego typu jest to tym bardziej istotne. Był bardzo sympatycznym, ciepłym człowiekiem, który cały czas szukał jakiegoś zajęcia dziennikarskiego. Eurosportowi będzie go brakowało. Będzie problem, aby go zastąpić” – przyznaje komentator.

Inny komentator i dziennikarz Polskiego Radia – Andrzej Janisz – również wypowiada się o Chruścickim w samych superlatywach, podkreślając jego pasję i zaangażowanie: „Był tytanem pracy. Miał ogromną łatwość pisania i mówienia. Gdy stało się coś ważnego i bezradnie rozkładaliśmy ręce, Bogdan siadał do maszyny, stukał w klawisze dwoma palcami i po kilku chwilach był już komentarz: krótki, celny, dosadny. Telefony miał do wszystkich. Był dziennikarzem starej daty. Znał się na wszystkim, bo on po prostu znał się na sporcie i znał ludzi sportu. Dopóki zdrowie mu pozwalało, był zawsze i wszędzie. Do legendy przeszedł jego przyjazd wcześnie rano by zrobić sportowy serwis, bo słuchał radia i o szóstej nikogo nie było. Kolega zaspał. Bogdan przed siódmą był już w redakcji i wiadomości się ukazały. Pomagał młodym dziennikarzom, nie tylko mnie, a nade wszystko był człowiekiem lubiącym życie i ludzi. Połowę przezwisk dziennikarzy i sportowców wymyślił właśnie „Dyzio”, bo dla nas był „Dyziem”. „Swawolnym Dyziem”, którego już nie ma” – opowiada Janisz.

Swój żal z powodu śmierci kolegi z redakcji wyraził też Igor Błachut, znany widzom Eurosportu komentator m.in. skoków narciarskich: „Człowiek, który od zawsze kojarzył się z radiem. Można powiedzieć, że zawsze tam był. Fajne było w nim to, że miał ogromne doświadczenie i wiedzę, ale nigdy nie tworzył dystansu, zaprzyjaźniał się z młodszymi ludźmi i nie było dla niego żadnych barier. Od samego początku, gdy tylko go poznałem był bardzo otwarty. Miał niewiarygodną pasję, interesował się tyloma rzeczami, że nawet trudno to sobie wyobrazić. Wgryzał się w masę tematów i nie mówię tylko o dyscyplinach, które są znane, ale także o sportach niszowych bądź niemal anonimowych. Nie można mu odmówić ogromnej wiedzy, orientował się w sportach, o których inni nawet nie słyszeli. Był tytanem pracy, robił masę rzeczy jednocześnie, ale świetne było to, że zawsze znalazł czas dla innych, nigdy nie tracił kontaktu. Pasji, jaką miał dla sportu mogą mu pozazdrościć zdecydowanie młodsi dziennikarze. Wielka szkoda, że tej pasji zabrakło teraz i odszedł. To wielka strata” – mówi dziennikarz.


  • Źródło: eurosport.onet.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here