System KO Taładaja: Zanim zwolnicie Kruczka…

0
316
fot. Wiktoria Ostrowska

Już wkrótce wystrzelą korki od szampana, na niebie ujrzymy blask fajerwerków, a ludzie pospiesznie będą składać sobie życzenia na Nowy 2016 Rok. Tak wygląda najbardziej pozytywny scenariusz na noc z 31 grudnia 2015 roku na 1 stycznia 2016 roku. Niestety, nie wszyscy ludzie zaplanowali sobie sylwestrową noc na tyle, aby świętować ją w taki sposób. Niektórzy idą do pracy, co może wydawać się dziwne, ale i tak bywa – jak na przykład nasi skoczkowie, ładujący baterie przed noworocznym konkursem w Garmisch-Partenkirchen w ramach 64. Turnieju Czterech Skoczni. Choć w jutrzejszą noc nastroje na całym świecie zapowiadają się na szampańskie, to w kadrze polskiej od paru tygodni nie można mówić choćby o umiarkowanym optymizmie. Może ta sytuacja zmieni się na kilka godzin, ale prędzej czy później będzie trzeba wrócić do brutalnej rzeczywistości. Pierwsza część sezonu Pucharu Świata była w wykonaniu skoczków Łukasza Kruczka, lekko mówiąc, nieudana. To najlżejsze określenie, jakiego tu można użyć. Problemów nie spodziewaliśmy się również w przypadku Kamila Stocha, który po kłopotach zdrowotnych w poprzednim sezonie, w obecnych zmaganiach miał plasować się w ścisłej czołówce. Tymczasem z jego ust słyszymy słowa, do których nie byliśmy przyzwyczajeni. Że „nie wiem co się dzieje”, że „z moją psychiką jest coś nie tak”, i tak dalej. Ledwo co mamy za sobą pierwszy akt Turnieju Czterech Skoczni, a już teraz musimy liczyć straty i rozliczyć sztab szkoleniowy. Czy nadchodzi koniec Łukasza Kruczka jako trenera kadry A? Zdziwię Was, nie tak szybko…

Nie po raz pierwszy nasza reprezentacja ma olbrzymie problemy z wypracowaniem formy na początku sezonu. Pamiętamy doskonale start poprzedniego sezonu, kiedy to pod nieobecność Kamila Stocha o polskich skoczkach nie można było mówić w „superlatywach”. Ba, nie było nawet podstaw do pochwał. Nastroje poprawiły się po powrocie Mistrza Olimpijskiego na Turniej Czterech Skoczni, kiedy to nasz lider zajął 10. miejsce w klasyfikacji końcowej TCS, co jak na skakanie świeżo po rekonwalescencji, było bardzo dobrym rezultatem. Pozostała część drużyny? Bez komentarza. Podobnie było podczas zawodów pucharowych w Zakopanem – euforia po wygranej Stocha i gorycz po słabych występach innych naszych reprezentantów. I ten świeży komentarz po konkursie Jana Ziobro, który swoje beznadziejne skoki potrafił fantastycznie wypunktować i ocenić. Gdyby przyznawali za analizy nagrodę „Man of the Day”, to Ziobro bez wahania tamtego dnia utrzymałby to wyróżnienie. Podsumowanie sezonu robiło się w nieco lepszych humorach, bowiem Stoch wygrał kolejne zawody PŚ, w Willingen, a nasza drużyna zdobyła brązowe krążki na Mistrzostwach Świata w Falun. To na pewno przysłoniło te momenty bezradności i niepewności z początku sezonu. Wtedy na podziękowaniu Łukaszowi Kruczkowi nikt głośno nie mówił. A pamiętacie może sezon 2012/2013? Wtedy o mało nie doszło do sądu nad trenerem kadry.

I scenariusz dokładnie ten sam jak teraz oraz w poprzednim sezonie. Słabiutkie skoki i rozmyślanie nad tym, co takiego się stało, że Polacy tak słabo sobie radzą. Bilans trzech pierwszych konkursów Kamila Stocha był dramatyczny – 30. i 36. miejsce na inaugurację w Lillehammer i brak kwalifikacji do konkursu w Kuusamo. Do tego fatalny występ w zawodach drużynowych i ostatnia, 11. lokata polskich zawodników. Część drużyny postanowiła szukać formy w Ramsau, tak jak przed laty Adam Małysz, a reszta reprezentacji przetestowała olimpijski obiekt w Krasnayej Polyanie, gdzie prawie 2 lata później Stoch zdobędzie dwa złote medale. Forma Polaków podskoczyła, by na MŚ w Val di Fiemme osiągnęła apogeum. Lider naszej reprezentacji zdobył złoto na dużej skoczni, a drużyna wywalczyła historyczny brąz. Dzięki świetnej końcówce zmagań, Kamil Stoch zdołał wskoczyć na trzecie miejsce w końcowej punktacji Pucharu Świata. A jeszcze w grudniu mówiło się o natychmiastowej zmianie trenera. To na Łukaszu Kruczku spadała wina za wyniki reprezentacji, a tymczasem prezes PZN Apoloniusz Tajner nakazywał cierpliwie czekać na następne tygodnie rywalizacji. I w try miga sąd nad trenerem zamienił się w festiwal hymnów pochwalnych o postaci trenera, który pokierował wspaniałymi skoczkami.

Po Święcie Trzech Króli, czyli po finałowych zawodach TCS w Bischofshofen, wiele będzie wiadomo, jak wygląda sytuacja w polskiej kadrze i czy trener Kruczek będzie w stanie ugasić trwający od ponad miesiąca pożar. To nie jest czas na lincz nad selekcjonerem, na pewno. Ile razy człowiek szufladkował, ile razy osądzał i skazywał na niebyt, by później bić się w pierś i mówić „mea culpa”. Kruczek trenerem reprezentacji Polski jest od 7 lat i wiele mówiło się o jego prędkim odejściu z posady. Później okazywało się, jak ważna wśród dziennikarzy i ekspertów powinna być cierpliwość i spokój w oczekiwaniu na stosowne wyniki. Przed Polakami jeszcze trzy konkursy Turnieju Czterech Skoczni, MŚ w Lotach w Bad Mitterndorf oraz pucharowe zawody w Polsce – sporo szans na odzyskanie formy i zaufania. I jeszcze raz mówię – nie osądzajmy pochopnie, niczego sami nie zmienimy przez gadanie, na opinie przyjdzie czas po sezonie. Wtedy zdecyduje się, co dalej z tym fantem, co się zwie reprezentacja Polski.


  • Źródło: Własne
  • FOTO: Wiktoria Ostrowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here