System KO Taładaja: Fantastyczny norweski kolektyw

0
448
fot. Wiktoria Ostrowska

Peter Prevc pewnie zmierza po pierwszą w karierze Kryształową Kulę Pucharu Świata. O ile w dwóch ostatnich sezonach pucharowych, Słoweniec oglądał plecy triumfatorów cyklu, zajmując drugie miejsce w końcowej punktacji, to w zmaganiach 2015/2016 nie ma na niego mocnych. Do tego deklasacja w Turnieju Czterech Skoczni i wygrana w Mistrzostwach Świata w Lotach – nie trzeba zastanawiać się, kto jest najlepszym skoczkiem obecnego sezonu. O ile to miano można spokojnie zarezerwować Słoweńcowi, to moją uwagę najbardziej przyciąga ekipa z najrówniejszym składem w całej pucharowej kolumnie. Drużyna z charyzmatycznym i energicznym szkoleniowcem oraz ogromnymi aspiracjami do zdominowania światowych skoków na długie lata. Może nie mają wielkiego lidera, ale w tym przypadku „w jedności siła”. W sensie w ekipie i w sztabie szkoleniowym. Może i indywidualnie najlepszym skoczkiem świata jest Peter Prevc, ale najlepsi pod względem siły kolektywu są Norwegowie. To jest materiał na najlepszy zespół skoczków tego stulecia.

Sezon 2015/2016 stoi pod znakiem słoweńskiego dominatora, Petera Prevca, który nie ma litości dla swoich konkurentów. Jeśli na podium brakuje Prevca, to wiedz, że coś jest nie tak. Oczywiście, to bzdura, bowiem w obecnych zmaganiach miejsce Słoweńca na podium to pewnik. Tylko raz w czternastu indywidualnych konkursach lidera klasyfikacji generalnej PŚ zabrakło na „pudle”. Brzmi niebywale, ale jednak – ten sezon to spektakl jednego mistrza. Za plecami słoweńskich czarów kreuje się jednak najlepsza drużyna narciarska ostatnich lat, która nie ma takiego lidera, który swoim impetem mógłby obecnie przegonić Prevca, ale to drużynową siła biją wszystkich na łopatki. Dlaczego akurat takie zdanie mam o Norwegii?

Ten sezon, w kontekście rywalizacji o Puchar Narodów, należy do Norwegów. Choć ich przewaga nad Niemcami w drużynowej punktacji nie jest wyraźna, to jednak w przeglądzie obecnych dokonań, drużyna pod batutą Alexandra Stoeckla dominuje w Pucharze Świata. Trzech zawodników w czołowej „10” klasyfikacji PŚ, sześciu w najlepszej „20”. Dwa wygrane konkursy, 11 miejsc na podium w wykonaniu pięciu skoczków. Drużynowo złoty medal na MŚ w Lotach w Bad Mitterndorf (do tego indywidualne srebro) i dwa miejsca na podium zawodów Pucharu Świata (w tym wygrana w Zakopanem). A przecież to nie jest koniec zmagań w całym sezonie.

Po zakończeniu kariery przez dwóch świetnych Andersów: Bardala i Jacobsena, na lidera Norwegów miał wyrosnąć multimedalista ostatnich MŚ w Falun, Rune Velta. Niestety, forma Mistrza Świata z normalnej skoczni spadła zaskakująco nisko i na razie ciężko powiedzieć, kiedy wreszcie zobaczymy Veltę na światowych skoczniach w przyzwoitej formie. O 14. miejscu na ostatnich Mistrzostwach Norwegii mogłem już nie wspominać. Dawno nie słyszałem również o pozytywnych wynikach Phillipa Sjoeena, świetnie skaczącego w LGP 2014. Jeśli chodzi o kwestię przywództwa w kadrze norweskiej, obecnie najlepiej w Pucharze Świata radzi sobie Kenneth Gangnes, który w obecnych zmaganiach aż 12 razy był w najlepszej „10”, stając pięć razy na podium. Pasmo sukcesów Gangnesa zaczęło się podczas zawodów w Lillehammer, gdzie Norweg najpierw zajął drugie miejsce, by dzień później odnieść fantastyczne zwycięstwo. Od tej pory było wiadome, że w obecnych zmaganiach fani skoków z kraju fiordów będą stawiać na Gangnesa. Jeszcze w zeszłym sezonie trzeci zawodnik aktualnej punktacji PŚ zdobył zaledwie 113 punktów i dało mu to 41. miejsce w końcowej klasyfikacji cyklu. Wybuch formy Kennetha Gangnesa ma już charakter długotrwały – jeśli progres formy tego zawodnika będzie skrzętnie kontynuowany, Velta może być już niepotrzebny. Tym bardziej, że kadra Norwegii samym Gangnesem nie stoi.

Drugim asem w drużynie Stoeckla jest Johann Andre Forfang, który cały czas plasuje się w ścisłej czołówce, choć brakuje mu idealnej powtarzalności. Często bywa niezadowolony ze swoich skoków, ale jak trafi mu się drugi o wiele lepszy skok, to wybuchu radości nie ma końca. Dwa razy na trzecim stopniu podium w obecnym sezonie, piąty w pucharowej punktacji, z aspiracjami na jeszcze skoki. Czasu na doprowadzenie formy do maksimum na jeszcze sporo, tym bardziej, jak ma się niespełna 21 lat. Nierówny bywa również Daniel-Andre Tande, który sezon zaczął od zwycięstwa w Klingenthal, by później bardzo dobre występy pleść słabiutkimi. Również materiał na genialnego skoczka. Wielce doświadczonym z grona obecnych kadrowiczów norweskich jest Andreas Stjernen, lubiący loty narciarskie, aczkolwiek nie ma jeszcze na swoim koncie spektakularnych triumfów, oprócz wygranej w klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego i miejsca w czołowej „trójce” Pucharu Świata w lotach. Jeszcze większą dawką doświadczenia dysponuje Tom Hilde, który jednak najlepsze lata kariery ma już za sobą. Podobieństwem wspomnianego już Tande jest Joachim Hauer, który w tym sezonie również zasmakował miejsca na podium, ale potrafił również zajmować miejsca w czwartej i piątej „dziesiątce”. Ten człowiek potrzebuje jeszcze większej dawki treningu.

Nie można na koniec zapomnieć o aktualnym rekordziście świata. Co prawda, forma Andersa Fannemela trochę spadła, ale w jego przypadku nie należy za bardzo panikować. W poprzednim sezonie Norweg siedem razy stawał na podium, przez kilka konkursów dzierżył żółty plastron lidera PŚ, był czwarty w ostatecznej klasyfikacji, zatem wie, jak osiągać świetne rezultaty. Historyczny już lot na 251,5 metra w Vikersund też mówi za siebie. Silny punkt drużyny – wydaje mi się, że to on może walczyć z Gangnesem o pozycję lidera zespołu ze Skandynawii.

Przyszłość norweskich skoków narciarskich rysuje się w kolorowych barwach. Za rok Mistrzostwa Świata w Lahti, gdzie podopieczni Stoeckla mogą śmiało zorganizować własny czempionat, nie oglądając się na Prevca i na całą resztę towarzystwa. Przy takiej formie Norwegów, można im śmiało rezerwować złote medale drużynowe. Może ich indywidualne cechy nie są jeszcze w pełni rozwinięte, ale w aspekcie drużynowym, reszta świata może im zazdrościć. Nawet tacy Niemcy, którzy skoczków mają pod dostatkiem. To może być złoty okres w dziejach norweskich skoków i nie widzę w tym stwierdzeniu żadnej przesady. Nie zdziwię się, jak Stoecklowi wkrótce dadzą dożywotnią umowę. To ten człowiek jest gwarantem sukcesu całej drużyny. Koniec końców, niech przyszłość pokaże, czy będę miał rację!


  • Źródło: Własne
  • FOTO: Wiktoria Ostrowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here