Felieton: Skoki narciarskie w sezonie 2015/2016 – piękna rywalizacja, czy wyścig oszustów?

0
311
Fot. Wiktoria Wnętkowska
Fot. Wiktoria Wnętkowska

W trwającym jeszcze sezonie 2015/2016 w skokach narciarskich mieliśmy do czynienia z małą rewolucją. Głównym problemem, z którym borykają się wszyscy, zarówno zawodnicy, sztaby oraz sami kibice jest głośna sprawa kombinezonów. Mówi się, że co raz więcej drużyn stara się naciągnąć przepisy na swoją korzyść. Są też tacy, którzy twierdzą, że niesamowity dominant tegoż sezonu, Peter Prevc, swoje sukcesy zawdzięcza „oszustwom kombinezonowym”.

Zmiana przepisów odnośnie kombinezonów – o co tak właściwie chodzi?

Aktualny system pomiarów kombinezonów jest dość zawiły. Nie do końca rozumieją go nawet sami skoczkowie, czy sztab zajmujący się sprzętem. Główną zmianą jest wprowadzenie dodatkowej kontroli tuż przed skokiem. Odtąd zawodnicy nie mogą już dotykać swojego kombinezonu. Klepanie się po kolanach czy naciąganie rękawów, czyli dość częste nawyki większości skoczków musiały odejść w niepamięć, ponieważ jeden taki wybryk kosztuje zawodnika dyskwalifikacje.

Zmieniła się też dopuszczalna norma luzu pomiędzy ciałem, a materiałem. Od wprowadzenia nowych przepisów kombinezon musi przylegać do skóry, powinien być w dokładnych wymiarach ciała, a jedynie końcówki nogawek mogą być minimalnie luźniejsze, tak, aby można było założyć buty narciarskie. Ten zapis budzi największe kontrowersje… Ciało zawodnika podczas skoku rusza się. Nie może być ubrane w ciasny strój krępujący ruchy! Naciągnąć przed samym skokiem? Wykluczone! Dyskwalifikacja zagwarantowana. Zastanawia mnie, co w sytuacji, gdy zawodnika tuż przed startem coś zacznie łaskotać. Skoczek odczuje potrzebę podrapania się, jednak nie może tego zrobić, żeby nie zostać zdyskwalifikowanym. Musi oddać swoją próbę wraz z tym dyskomfortem.

W zmianach odnośnie ubioru skoczków znalazło się też parę drobnych korekt, które raczej nikomu nie przeszkadzają. Wymagane są rękawiczki. Co prawda, latem może stać się to uciążliwe. Upał, słońce praży, a skoczek musi włożyć rękawice. Myślę, że nie jest to jednak duży problem, a na pewno zabezpieczenie przy upadkach. Ten zapis oceniam na plus. Kolejną, według mnie, drobną korektą jest wymóg krótkich rękawów w ubraniach pod kombinezonami. Tu z kolei, problem pojawia się zimą, gdy na dużym mrozie trzeba skakać w skromnym ubraniu z krótkim rękawem i ciasnym kombinezonie, jednak zagadnienie marznięcia w stroju skokowym nie jest tu niczym nowym.

W zmianach odnośnie sezonu 2015/2016 znalazło się też parę nowych pomysłów na temat organizacji konkursów. Nie budzą one we mnie, ani pozytywnych, ani negatywnych emocji. Nie oceniam ich, ponieważ są praktycznie niezauważalne.

Wróćmy jednak do głównego tematu. Skoro już wiemy w czym rzecz, zacznijmy rozważanie. Jak można oszukiwać? Odpowiedź jest prosta. Można naciągać kombinezon tuż przed pierwszą kontrolą, można poprawiać kombinezon samymi ruchami ciała, bez dotyku rękami… Pomysłów może być tu dużo. Kombinezon może też „rozciągnąć się” w locie. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że przy pomiarze tuż po skoku kombinezon okaże się większy niż przy pierwszym mierzeniu. Co wtedy? Zawodnik, który naprawdę nie oszukiwał, jednak warunki w locie zmieniły ułożenie jego kombinezonu zostaje zdyskwalifikowany. Takim rozumowaniem raczej mała grupa osób się interesuje. Większość (zresztą tak jak typowe media) robi sensacje i  „węszy podstęp”. A to Norwedzy oszukują, a to Severin Freund ma nisko krok, a to Peter Prevc wygrywa dzięki oszustwom. Przepychanka trwa. Spójrzmy na to inaczej. Jeśli konkurs jest w miarę sprawiedliwy, to każdy zawodnik skacze w stosunkowo równych warunkach. Każdy zawodnik jest mierzony przed startem i po oddaniu skoku. Każdy zawodnik jest dyskwalifikowany za dotykanie kombinezonu po pierwszym mierzeniu, a przed drugim. Wydaje się być to dość sprawiedliwe. Do tego większość reprezentacji ma kombinezony z podobnych materiałów, czy nawet firm. Zatem nawet jeśli, jeden zawodnik jest w sytuacji, gdzie podczas lotu strój naciąga mu się o 2/3 cm, nie czyni go to zwycięzcą konkursu. Uda mu się wylądować 1m, może nawet 2m dalej, ale nie oznacza to, że przeskoczy skocznię, czy uda mu się pobić jakiś rekord.

Podsumowując, całą tą sensacje i „dmuchanie balonika” wokół oszustw uważam za totalną głupotę i stratę czasu. Drobne oszustwa na pewno są, na pewno były i na pewno będą się jeszcze pojawiały, ale na pewno też nie mają, aż tak dużego wpływu na wyniki. Cytując zawodników „Kombinezon sam nie skoczy”.


Źródło: Własne
FOTO: Wiktoria Wnętkowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here