Odkrycia PŚ w skokach narciarskich 2016/2017

0

W zakończonym sezonie PŚ nie tylko jego gwiazdom należy poświęcić szczególną uwagę. Warto wspomnieć o skoczkach, którzy niespodziewanie zabłysnęli.

Do zawodników, wśród których mało kto miał szansę na dobry wynik wliczyć można wielu, lecz takich, którym to się udało jest jednak tylko kilku. Z wielką pewnością będą to:

Maciej Kot (Polska) – przez moment lider polskiej ekipy i zwycięzca LGP był jednym z faworytów sezonu, lecz wynikało to głównie z naszej wielkiej sympatii do biało-czerwonych. Ciężko stwierdzić czy podobne odczucia towarzyszyło znawcom zza granicy. Zważywszy na rezultaty odnoszone przez triumfatorów letnich zmagań, ciężko było prorokować świetną zimę. Mimo to piąte miejsce i do tego dwa zwycięstwa jest osiągnięciem bardzo dużym. Wkład w MŚ i PN dość znaczny, więc czekamy na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie!

Domen Prevc (Słowenia) – druga część sezonu mniej udana. Zawiódł już na TCS, jednak początek miał wyśmienity. To dla tego siedemnastolatka drugi sezon w karierze, a już plasuje się w czołowej dziesiątce. W sumie cztery zwycięstwa i wielka nadzieja Słoweńców na kolejne sukcesy. Brawo.

Robert Johansson (Norwegia) – jego najlepszym dotychczasowym miejscem było trzynaste w Kuusamo z sezonu 2013/2014. W klasyfikacji generalnej najwyżej sklasyfikowany rok temu, kiedy był pięćdziesiąty ósmy. Teraz znaczny postęp. Jedno podium, a do tego kilka lokat w pierwszej dziesiątce. Czternasty skoczek sezonu.

Vincent Descombes Sevoie (Francja) – przez długi okres w pierwszej dziesiątce generalnej tabeli. W rezultacie szesnaste miejsce, co i tak jest dla niego najlepszym wynikiem w karierze. Ostatnio tak dobry rezultat Francuzi mieli w 2010 roku. PŚ 2009/2010 Emmanuel Chedal zakończył bowiem na piętnastej pozycji. Gérard Colin może czuć się dumny.

Evgeniy Klimov (Rosja) – godnie zastąpił będących w kryzysie Kornilova, a przede wszystkim Vasilieva. Bardzo dobra forma w tym sezonie została nagrodzona pudłem w Innsbrucku. Mimo troszkę przypadkowego lotu, 60 pkt zostało mu jednak wliczone. Za lat kilka konkurs pójdzie w niepamięć, a siedemnaste miejsce w sezonie już nie.

Oprócz nich na pochwałę zasługują Czesi. Nie ci doświadczenie, dla których ostatnie miesiące nie były jak z bajki, nie Roman Koduelka, Jan Matura, czy Jakub Janda. Chodzi to o:

Vojtěch Štursa – Czech jeszcze nigdy wcześniej nie wywalczył punktów do klasyfikacji PŚ. W zakończonym sezonie nastąpiło przełamanie. Zdobył ich w sumie osiemdziesiąt osiem. Dało to trzydzieste szóste miejsce.

Viktor Polášek i Tomáš Vančura – o ile ten drugi pierwsze punkciki w Pucharze Świata zdobył wcześniej (3 oczka). Sezon 2016/2017 skończyli zaś z dorobkiem trzydziestu jeden punktów. Do ex aequo zajętej czterdziestej siódmej lokaty w klasyfikacji generalnej, Polášek dołoąył złoto na MŚ Juniorów.

Kończąc, należy wspomnieć o podopiecznym Łukasza Kruczka. Dwudziestoletni Alex Insam zdobył dla ekipy polskiego trenera dwadzieścia dwa punkty. Dla uzasadnienia trzeba powiedzieć, iż były to jego premierowe w karierze. Oby Włoch miał szansę do kolejnych.

Być może o kimś tu zapomniałem, więc wszystkim zawodnikom minionej zimy gratuluję. W sposób szczególny zwycięzcom, lecz wyżej wymienionym sportowcom również. Kto wie, może za rok to oni bić się będą o Kryształową Kulę?


  • Źródło: Własne; autor publikuje także na skokinarciarskie24.blog.pl
  • Foto: fis-ski.com

Dodaj komentarz w połączeniu z profilem na Facebooku