LGP – podsumowanie sezonu letniego

0
Wisła
Foto: PZN

Znając życie, tylko nieliczni z nas śledzili wszystkie konkursy LGP w sezonie 2018. Z pewnością zawody w Wiśle przyciągnęły znacznie większą liczbę oglądających zmagania, aniżeli każde inne rozgrywane podczas tegorocznej edycji.

Wydaje się, iż jest to naturalne, tym bardziej, że letnie konkursy nie transmituje się w telewizji otwartej. Oczywiście, są wyjątki, a od kolejnego roku ma się to podobno zmienić, lecz raczej w lecie nikt nie chce myśleć o zimie i rywalizacji na śniegu, bo lepiej odpocząć w parku, nad wodą, czy na spacerze, gdzie nie myśli się o codziennych problemach, udrękach związanych z pracą, czy szkoła. Być może to nie są nowe odkrycia, lecz warto zauważyć, iż letnie skoki stają się coraz bardziej „powszechne”. Wydaje się, że i w mediach cykl LGP jest znacznie lepiej promowany. Za skoczkami zaczynają podążać międzynarodowe media, a i o organizację zawodów biją się dość egzotyczne, jak na tą dyscyplinę sportu kraje.

Ogólnie można by rzecz, że zakończył się letni sezon skoków narciarskich, lecz póki co trzeba powiedzieć, że jesteśmy na ostatniej prostej przygotowań do sezonu zimowego. No właśnie….

Mimo braku zastrzeżeń do organizacji letnich konkursów, ich ranga staje się niska, gdyż na liście startowej brakuje gwiazd regularnie walczących o podia PŚ, czy medale MŚ.

Nic więc dziwnego, że król lata zmaga się w zimie z presją oceny, że dobre skakanie latem przekłada się na gorszą formę zimą. Nie do końca należy się z tym zgodzić, choć może faktycznie i tak jest, lecz wydaje się, że gorsze są, ale… miejsca. Fakt faktem jest taki, że dobre skoki latem mogą zbudować formę na zimę, gdzie inni skaczą jeszcze lepiej. Przykład Maćka Kota i Dawida Kubackiego idealnie obrazuje tę sytuację. Wygrali letnie edycje GP, dobrze skakali przez cały okres startowy, a w kolejnej zimie osiągali swoje życiowe rezultaty. Owszem, zdarzają się przypadki, gdzie wygrana latem nie przekłada się na triumfy w PŚ, lecz taka sytuacja dotyczy pojedynczych zwycięstw. Zazwyczaj mają one miejsce w Azji, w Rosji, gdzie brak światowych zawodników. Jak więc można ocenić zakończoną edycję?

Z pewnością świetny start Polaków. Błysnął Kamil Stoch, który nigdy wcześniej nie brylował tak mocno na początku letniego okresu przygotowawczego. Utrzymał doskonałą formę z końcówki zimy, jednak po przerwie wakacyjnej, ta forma gdzieś uleciała. Może to i dobrze. Czas zbudować nową, czas na nowy szczyt formy, który przyjść ma na MŚ. Z pewnością Kamil byłby szczęśliwszy, gdyby dorzucił jeszcze choć jeden indywidualny medal tej imprezy. Póki co może się pochwalić jedynym złotem z 2013 roku. Nie udane zawody w Falun, nieudane Lahti, gdzie pierwsza trójka była blisko na pewno będą siedzieć gdzieś w głowie Kamila. To co miało być kontynuowane po Soczi nie wyszło, więc teraz można to poprawić. Czy zloty medal w Pjongczang pociągnie Kamila do kolejnych sukcesów? Miejmy taką nadzieję!

Jak spisali się pozostali biało-czerwoni?

Było… dobrze. No właśnie. Biorąc pod uwagę podopiecznych Stefana Horngachera, jak i start krajówki podczas indywidualnego konkursu w Wiśle, należy powiedzieć, że było super. Już zmagania w Rasnovie potwierdziły naszą drużynową, choć jeszcze nie jakąś super wielką dominację. Komplet w dziesiątce jest rzeczą absolutnie nadzwyczajną, a skoki wcale rewelacyjne nie były. Mimo to jest to dobra informacja. Ciągle jest co poprawiać, a i tak nie jest najgorzej. Ciągle są rzeczy do poprawy, więc szansa uzyskania obiecywanego szczytu formy na zimę jest duża.

Na pewno duże oczekiwanie mamy związane z Piotrem Żyłą. Piotrek powrócił do niezłego skakania. Była szansa na końcowe zwycięstwo, może na 2. miejsce, lecz z powodu absencji w kilku zawodach, 3. miejsce należy uznać za przyzwoity wynik. Być może wyrzucił z siebie negatywne emocje, o których w mediach już coraz mniej, a świadomość walki o medal na MŚ daje dodatkowej motywacji do powtórki z Lahti, gdzie dokonała się dla niego rzecz niesamowita. W ogóle tamtej sezon był znakomity. Oprócz medalu na MŚ, Piotrek stanął na końcowym podium TCS, co należy uznać za historyczne i godne zapamiętania sukcesy.

Podsumowując starty Polaków warto również wspomnieć o wydaje się fajnym występie Kuby Wolnego. To był taki równy, mocny sezon i mamy nadzieję, że podobny będzie i zimą. To taki młody, perspektywiczny punkt naszej, stosunkowo starej kadry jak na realia skoków narciarskich.

To dla nas ważne, bo… Było źle. Dobrze, że mamy takiego Kubę, na którego można będzie liczyć za kilka lat, gdy nie będzie na skoczniach Kamila, Piotrka, czy Stefana. Są inni, ale skaczą marnie. Choć kontrakty sponsorskie mają duże, tak ich wyniki nie zadowalają tak, jakby się tego oczekiwało. Osobiście miałem nadzieję, że dość niezłe starty w Wiśle dają prawo wierzyć, że idzie to w coraz lepszym kierunku, tak nie do końca się to wszystko sprawdziło. Świetny sezon Olka Zniszczoła. Powrót do skakania na poziomie myślę realnej walki o punkty PŚ jest nam potrzebny, tym bardziej, że zaplecze kadr norweskich, niemieckich, czy zwłaszcza słoweńskich jest bardzo duże. Na horyzoncie mamy nieźle latających sobie dzieciaków, lecz patrząc na to jak się potoczyła kariera Klimka Murańki, Krzyśka Bieguna, czy nawet wygrywającego konkurs PK Olka, ciężko wróżyć z góry sukcesy. Musimy się zadowolić poszczególnymi sukcesami, których brak. Dość powiedzieć, iż pod nieobecność naszych podstawowych skoczków na arenie LGP, zdołali wywalczyć zaledwie kilka punkcików, a wcale nie rywalizowali z głównymi postaciami tego sportu. To przygnębiająca sytuacja.

Podsumowując, wiele się nie zmienia, choć szanse jakiejś tam widać, tak czekamy na zimę, gdzie mam nadzieję utrzyma się stan rzeczy z poprzedniego sezonu. Polacy – DO BOJU!

Na zakończenie należy wspomnieć o kilku zagranicznych przedstawicielach tego sportu. Na duży plus postawa triumfatora – Jewgenija Klimova. Rosjanin we wszystkich swoich startach skakał RÓWNO. To w skokach jest najważniejsze, a w kontekście zimy daje szansę na regularną walkę o punkty PŚ.

Kolejnym pozytywem jest z pewnością niezła forma Killiana Peira. Szwajcar godnie zastępuje nieco gorzej spisującego się czterokrotnego mistrza olimpijskiego – Simona Ammanna, a także wydającego się być numerem dwa w szwajcarskiej kadrze – Gregora Deschwandena. Tak jak wcześniej nigdy nie stał na podium PŚ, czy LGP, tak tego roku udało się mu to dwukrotnie. Był na 3. miejscu w Hinterzarten i na 2. lokacie w Hinzenbach. Czy doczekamy się powtórki na śniegu?

Niewątpliwie byłaby super informacja. Pomału odchodzący ze świata skoków Simon Ammann przyciągał wielu sympatyków, co po zakończeniu jego kariery mogłoby się zmienić. Mamy nadzieję, że świąteczne zawody w Engelbergu nie stracą swojego uroku i kibice z tego kraju wciąż będą mogli zachwycać się sukcesami swoich rodaków.

Co przed nami? Teraz czas na pierwszy konkurs PŚ. Podobnie jak w poprzednim roku, także i teraz rywalizacja rozpocznie się w Wiśle. Czy Polacy sprawią niespodzianki swoim kibicom? Gorąco na to liczymy!


  • Źródło: własne; Paweł Stańczyk; skokinarciarskiedotblog.wordpress.com
  • Foto: PZN

Dodaj komentarz w połączeniu z profilem na Facebooku