MŚ w Seefeld: Subiektywna krytyka Krytyka – analiza MŚ

0
fot. David Michalski

MŚ w Seefeld przechodzą do historii. Kończą się szczęśliwie, ale droga do nieba prowadziła przez piekło.

Dla Polaków zawody rozpoczęły się bardzo źle. Już podczas treningów na Bergisel zauważyć można było pewne niedociągnięcia i brak pewności siebie. Ostatecznie konkursy w Innsbrucku poszły w niepamięć. Trzeba otwarcie przyznać – były bardzo nieudane. Brak medalu indywidualnie i drużynowo, a przecież biało-czerwoni wygrali w tym sezonie dwa drużynowe konkursy. W klasyfikacji generalnej zajmowali zaś 2., 4. i 5. miejsce, więc siłą rzeczy jednego z nich widzieliśmy na pudle. Wlewające w serca kibiców optymizm było również zajmowanie co najmniej jednego miejsca na podium podczas każdego z weekendów Pucharu Świata. Bergisel złamało tą statystykę.

Jak pisałem po nieudanym dla nas konkursie drużynowym, mistrzostwa traktujemy jako jeden długi weekend. To pewny cykl startów, który się jeszcze nie zakończył. Okazało się, że miałem rację. Biało-czerwoni stanęli na podium konkursu na normalnym obiekcie, czym kontynuują piękną serię.

Tym samym, od Oslo, zdobywamy medal na każdych MŚ. W 2011 roku cieszyliśmy się z ostatniego w karierze medalu Adama Małysza, zaś w 2013 roku po złoty medal sięgał Kamil Stoch. Wówczas po raz pierwszy w historii udało się nam wskoczyć na podium mistrzowskiej imprezy. Kolejno nasza ekipa zdobywała medale drużynowe w Falun, a także w Lahti, gdzie drużyna z Predazzo w składzie: Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Maciej Kot i Kamil Stoch, wywalczyła złoty medal. W Lahti po indywidualny medal sięgnął również Piotr Żyła, dla którego było to z pewnością największe osiągnięcie w karierze.

Co więcej, warto zauważyć, iż za kadencji Stefana Horngachera każdą mistrzowską imprezę kończymy z dwoma medalami. W Seefeld zabrakło sukcesu drużyny, ale nigdy wcześniej nie było okazji do świętowania dubletu.

Co ciekawe, w XXI wieku dublet zawsze związany jest z osobą Kamila Stocha. W Pucharach Świata 13 razy byliśmy świadkami, gdy dwóch Polaków stawało na podium i zawsze jednym z nich był Stoch. Wraz z Dawidem Kubackim stawał na podium aż pięciokrotnie. Oprócz tego zawodnikami, którzy z miejsca w czołowej trójce cieszyli się wraz z trzykrotnym mistrzem olimpijskim byli: Adam Małysz (1 raz), Jan Ziobro (2 razy), Maciej Kot (1 raz) i Piotr Żyła (4 razy).

Z pewnością indywidualne medale Polaków zakrywają pewną plamę po drużynówce na Bergisel, choć mam nadzieję, że to doskonała sytuacja do zmian w polskich skokach narciarskich. Zbyt mało stawiamy na młodych. Starsi skoczkowie siłą rzeczy nie będą mogli dominować w każdym konkursie, a pełnie swojej siły będą prezentować znacznie rzadziej. Trzeba wprowadzać nowe twarze, które są, choć niekoniecznie z dobrymi warunkami szkoleniowymi. Organizacyjnie może nie wygląda to źle, ale sprzętowo na pewno już tak. Warto przecież zauważyć, jak dużo nowinek technicznych wprowadził do pierwszej reprezentacji trener Stefan Horngacher.

Podsumowując imprezę w Seefeld, należy zwrócić uwagę, iż nie powinniśmy porównywać się ekip z Austrii, czy Niemiec. Dla nas złoty medal Kubackiego jest z pewnością większym osiągnięciem, niż triumf Markusa Eisenbichlera. Każdy zawodnik niemieckiej ekipy ma w swoim dorobku indywidualne sukcesy, więc tym bardziej świadczy to o wielkim trudzie polskich zawodników. Wartym zauważenia jest również fakt, iż aby zdobyć drużynowe złoto, nie potrzebowali w ekipie aktualnego mistrza olimpijskiego Andreasa Wellingera, czy mistrza świata z 2015 roku – Severina Freunda. U nas jest to nie do pomyślenia. Na imprezie rangi mistrzowskiej zawsze w składzie polskiej drużyny znajduje się Kamil Stoch, mimo iż sezon 2015/2016 miał kompletni nieudany. Również i brązowy medalista MŚ z 2017 roku, a także 2. skoczek TCS 2016/2017 regularnie jest członkiem biało-czerwonych na MŚ, czy IO. On przecież startował wraz ze Stefanem Hulą, Kamilem Stochem i Adamem Małyszem podczas MŚ w Lotach w 2008 roku, zaś 10 lat później znów powtórzyła się ta ekipa. W miejsce Adama Małysza skoczył jednak Dawid Kubacki.

Z pewnością sukces Dawida podnosi rangę naszej kadry, w której skacze aktualny mistrz olimpijski, jak również aktualny mistrz świata, choć należy powiedzieć, iż ci skoczkowie zbliżają się do końca swojej kariery. Ostatnim Polakiem, który ma na swoim koncie jest jeszcze Piotr Żyła, ale ma on blisko 33 lata.

Tym bardziej, warto wymienić sukcesy młodych Niemców, którzy oprócz mistrza świata z Bergisel – Markusa Eisenbichlera, mają w ekipie także innych utytułowanych indywidualnie zawodników.

  • Karl Geiger – srebro (MŚ Seefeld 2019);
  • Richard Freitag – brąz (MŚ w Lotach Oberstdorf 2018); 2. miejsce w PŚ 2017/2018
  • Stephan Layhe – 3. miejsce w TCS 2018/2019

Oprócz wymienionych skoczków, z indywidualnych sukcesów cieszyli się również Andreas Wellinger i Severin Freund, a przecież Eisenbichler ma w swoim dorobku także brązowy medal z MŚ 2017, czy 2. miejsce w TCS 2018/2019.

Kończąc, chciałbym zwrócić uwagę, iż bardzo ciężko jest tworzyć różnego rodzaju klasyfikacje medalowe, hierarchie sportowców. Wydaje mi się, że tego rodzaju tabelki są ciekawe dla mediów, choć porównywanie skoków z hokejem, czy jazdy konnej z siatkówka, jest jak porównać spawacza do brukarza. Każdy sport to kompletnie coś innego, a widać to na podstawie klasyfikacji medalowej z MŚ w Narciarstwie Klasycznym 2019.

Łącznie sklasyfikowano 12 zespołów, a w skokach medale wywalczyło raptem 6. Co ciekawe, tylko Polacy i Szwajcarzy cieszyli się z medalu w samych skokach. Z medalem MŚ wyjeżdżają zaś Francuzi, Finowie, Włosi, Rosjanie, czy Szwedzi, a przecież przedstawiciele tych państw ledwo kwalifikują się do konkursu skoków, lub jak w przypadku Szwecji – w ogóle ich nie oglądamy.

Co więcej, jak mamy hierarhizować dokonania mistrza świata Kubackiego do brązowego medalisty tych mistrzostw – Stefana Krafta. Austriak zapisze w swoim dorobku przecież 3 medale, ale tak jakkoś Dawid wydaje się być większą postacią tych mistrzostw.

Tym samym z przekonaniem powiem – jestem dziennikarzem SKOKÓW NARCIARSKICH, a nie sportu. Cieszę, się gdy biało-czerwoni sięgają po medale na mistrzostwach lekkoatletycznych. Jestem dumny, gdy Polacy zostają mistrzami Europy, ale jakoś tak wydaje mi się, że nie powinniśmy porównywać sukcesu Pawła Wojciechowskgo, Piotra Liska, Ewy Swobody, czy Michała Haratyka z sukcesami Dawida Kubackiego, Kamila Stocha, czy Piotra Żyły. Jako ekspert skoków narciarskich cieszę się więc, że mamy tak wspaniałych zawodników, a eksperci od lekkoatletyki mogą być szczęśliwi, że ich idole zdobywają medale najważniejszych imprez.

Paweł Stańczyk https://skokinarciarskiedotblog.wordpress.com/


  • Źródło: skokinarciarskiedotblog.wordpress.com – Paweł Stańczyk
  • Foto: David Michalski

Dodaj komentarz w połączeniu z profilem na Facebooku