Paweł Szyndlar: “Mam nadzieję, że w zimie pokażę na co mnie stać”

0
161
fot. Zuzanna Janeczek

Początki kariery sportowca nieczęsto bywają łatwe. Jak dużo może zdziałać determinacja i pasja udowadnia jednak Paweł Szyndlar, który by trenować zawodowo kombinację norweską, z Podkarpacia przeniósł się do Szczyrku. Jak rozpoczęła się jego kariera i jak wygląda rzeczywistość młodego skoczka i dwuboisty?

Gdy rozpoczęła się jego przygoda ze skokami narciarskimi miał już 16 lat. Co skłoniło Pawła do zajęcia się tą dyscypliną, a później także kombinacją norweską, zawodowo? “Gdy zacząłem skakać to było to dla mnie spełnienie marzeń. To, że w ogóle mogłem być na skoczni. Nie myślałem wtedy o tym, czy zrobię tu jakąś karierę, po prostu chciałem skakać. Powiedziałem wtedy trenerowi piłki nożnej, bo chodziłem jeszcze wtedy do klubu w Jasienicy, że po prostu nie chcę już trenować. Idę w skoki na 100 procent i temu się poświęcam”, wyjaśnił. “Jeździłem do Zagórza, stałem się skoczkiem narciarskim. Nie byłem jakiś fenomenalny, bo skakałem na mniejszych obiektach, na 40-stce. Nie była to też jakaś super technika, ale pokazało to, patrząc z dzisiejszej perspektywy, że zrobiłem kawał dobrej roboty”, przyznał zawodnik.

W klasie maturalnej, Szyndlar zdecydował się przerwać naukę w technikum, by uczyć się w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Profesjonalne uprawianie sportu, w połączeniu z edukacją, nie zawsze było jednak prostym zadaniem. “Gdy byłem w Zagórzu, gdzie chodziłem do technikum, było to naprawdę trudne. Tym bardziej, że miałem 40km do skoczni, więc dojazd zajmował mi sporo czasu. Rano chodziłem do szkoły, a po południu jechałem na trening. Udawało się jednak trenować tylko dwa razy w tygodniu. Tak zadecydowali też trenerzy. Moim zdaniem było tego po prostu mało, ale codzienny dojazd do Zagórza to też duży wydatek. Czasem jeździłem nawet autostopem, żeby było taniej, ale zawsze jest to też poświęcony czas. Nie było to więc możliwe, by jeździć na skocznię codziennie”, przyznał. Dwuboista dodał, że mimo to starał się codziennie ćwiczyć. “Trener Michał Milczanowski, czy trener Paweł Szafran wypisywali mi przez internet treningi. Wiadomo, że to były początki, więc to nie był jakiś super profesjonalny trening, ale zawsze było to coś”.

Sytuacja zmieniła się po rozpoczęciu nauki w szkole w Szczyrku. “Rano był trening, czyli to, co było dla mnie najważniejsze miałem już zrobione. Później wystarczyło iść do szkoły, a po szkole zostawały jeszcze te dwie, trzy godziny na dodatkową naukę. Było zdecydowanie łatwiej”. Teraz Szyndlar łączy karierę sportowca z nauką na uczelni wyższej. Jak udaje mu się jednocześnie studiować i na co dzień trenować w Szczyrku? “Dzięki temu, że mam Indywidualny Program Studiów (IPS), nie muszę być na uczelni fizycznie, w Katowicach. To byłoby nierealne. Mogę studiować na odległość, ale i tak jest to naprawdę trudne. Mam nadzieję, że dopilnuję, żeby te studia zaliczyć, ale na razie wyżej w mojej hierarchii stawiam treningi”, stwierdził.

Uczelnia zapewnia dwuboiście także pomoc materialną, w postaci stypendium rektorskiego. Szyndlar opowiedział także jakie wsparcie otrzymuje od klubu. “Klub na pewno pomaga mi w wyjazdach. Ostatnio byłem na przykład na tydzień w Zakopanem, u trenera Jarząbka, rok temu w Livigno, na pierwszym śniegu, czy w Ramsau z kadrą kombinacji norweskiej. Mogę też pozwolić sobie na te wyjazdy dzięki mojemu sponsorowi, firmie Drewger, za którego wsparcie też jestem bardzo wdzięczny”, przyznał.

Teraz, u progu sezonu zimowego, Szyndlar jest pełen nadziei na dobre wyniki mimo, że nie jest w pełni zadowolony ze swoich występów w sezonie letnim. “Na pewno pierwszy start w cyklu LOTOS Cup był bardzo dobry. Co prawda, wtedy był tylko bieg crossem, więc nie biegaliśmy na nartorolkach. Oddałem wtedy dobry skok, po skoku byłem ósmy, a po biegu trzeci. Wtedy to podium dało nadzieję, że zrobiłem już progres, że będę już zajmował miejsca blisko najlepszej trójki”, przyznał. “Później przyszły jednak zawody na nartorolkach i było już słabiej. Nie oddawałem dobrych skoków i się pogorszyłem. Nie było też jakiś dobrych wyników na Mistrzostwach Polski, gdyż zająłem 9 miejsce”, stwierdził. Dwuboista przyznał jednak, że niezbyt przywiązuje wagę do tych wyników. Skupia się na tym, by w sezonie zimowym dać z siebie wszystko. “Nie przejmuję tym, po prostu trenuję dalej i mam nadzieję, że w zimie pokażę na co mnie stać. Chcę oddawać dobre skoki, a po skokach pobiec jak najlepiej potrafię”.

Szyndlar opowiedział także o tym, jak latem wyglądał jego plan treningowy. “W lecie, przeważnie o 7, był rozruch i rozciąganie. O 9 albo miałem trening na skoczni, albo szedłem biegać. Po południu była jeszcze siłownia. Różne treningi często wchodzą w ten dzień. Robimy też np. odbicia, zależnie od tego, jaki jest plan treningowy. W lecie miałem nawet plan na cały miesiąc, więc był to naprawdę fajny czas.”, podsumował. Zawodnik dodał również, że miał okazję trenować z innym, z polskich dwuboistów. “Trenowałem też z Piotrkiem Kudzią, także było po prostu fajnie. Byliśmy we dwóch, razem sobie pomagaliśmy, trenowaliśmy, żeby osiągnąć sukces”, stwierdził.

Jakie cele stawia teraz przed sobą dwuboista? “Nadzieja jest taka, że cały czas będę znajdował się blisko podium. Porywalizuję troszkę z chłopakami z kadry i może zdobędę nawet medal na Mistrzostwach Polski. Chciałbym pokazać się tam z jak najlepszej strony”.

Rozmawiała Zuzanna Janeczek

  • źródło: własne
  • Fot. Zuzanna Janeczek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here